czwartek, 13 kwietnia 2017
wtorek, 11 kwietnia 2017
Kolejna - już 84 Miesięcznica Tragedii Smoleńskiej
Kolejna - już 84 Miesięcznica Tragedii Smoleńskiej...

Kolejna - już 84
Miesięcznica Smoleńska 10 Kwietnia A.D. 2017 – już w siódmą Rocznicę z kolei – przechodzi do historii. Dopisała pogoda, dopisali Włodarze
Uroczystości, sprawna organizacją i bogatym programem , a także
dopisali uczestnicy – w liczbie około lub ponad stu
tysięcy...Autokary jechały w kierunku Warszawy ze wszystkich stron,
a były także uroczystości w miastach wojewódzkich, gminnych, we
wszystkich parafiach i w świątyniach wszystkich wyznań w Polsce.
Przechodzi
do historii Msza Św, celebrowana przez Abp Kazimierza Nycza
metropolitę warszawskiego w Archikatedrze p.w. Św. Jana , w której
uczestniczyli Prezydent i Premier Naszej Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej, a także ministrowie, senatorzy , posłowie...
Przechodzą
do historii mocne słowa Prezydenta Andrzeja Dudy i Prezesa PIS oraz
byłego Premiera – Jarosława Kaczyńskiego, że Prawda o Tragedii
Państwa Polskiego w dniu 10 Kwietnia 2010 roku – jest coraz
bliższa wyjaśnienia i musi być ostatecznie wyjaśniona.
Wyjaśnienie to winne jest Państwo Polskie wobec Poległych w Czasie
Służby dla Rzeczypospolitej, a także – wobec Narodu...
Dzięki
życzliwości władz Prawa i Sprawiedliwości Województwa
Pomorskiego – autokarem na uroczystości Miesięcznicy przybyli
także członkowie Polskiego Związku Katolicko-Społecznego w
Gdańsku, m.in. Barbara Rewienska, Daniela Delfina Stefanicka,
Barbara Degil Grzegorz Kabziński, Maja i Edward Pogorzelski, a także
piszący te słowa Stanisław J. Zieliński.
Swoimi
senatorskimi drogami dotarł także Waldemar Bonkowski.
Ilustracje
Grzegorz Kabziński
Archiwum Internetowe
Stanisław
J. Zieliński
Tekst
Stanisław J. Zieliński
niedziela, 26 marca 2017
Na
Syberii
Były
lata
Lata
całe
Do
dziś jakże pamiętliwy
Mróz
siarczysty
I
ten mocno
Szklisty
śnieg
Na
drugim piętrze
Codziennie
Po
schodach
I
to także
I
to także
Miasto
Gdańsk
A
w mieszkaniu
Kaflowy
i jeszcze
Na
węgiel piec
Mus
przynieść
Ów węgiel
Ów węgiel
By
w mieszkaniu
Na
drugim piętrze
Choć
od czasu
Do
czasu
By
normalne
By
domowe
Ciepło
mieć
Wacław
Juszko
Więzień
łagrów
I
kombatant
Do
dziś na ścianie
Proporzec
Narodowych
Sił Zbrojnych
NSZ
I
codziennie spogląda
Na
te Barwy
Jakże bardzo swoje Barwy
Jakże bardzo swoje Barwy
Na
Czerwień
Na
Czerwień
I
na Biel
I
na Biel
Jakże
już Wpisane
Jakże
już
Mocno wpisane
W
Jego Drogi
W
Drogi Życia i Pamięci
Jakże
mocno są wpisane
W
każdą Noc
I
w każdy Dzień
I
w pokoju
Tuż
za drzwiami
Biblioteka
I
na półkach
Tuż
przy każdym
Białym
Kruku
Biały
Kruk
I
co książka
To
solidna
Gruba
cegła
W
każdej cegle
Jakże
mocno wypalony
Że
aż w popiół spopielały
Narodowy
Ów
Żołnierski
Partyzancki
I
tułaczy
Polski
Duch
Takie
skromne
I
na węgiel jeszcze jest
Kaflowy
piec
Na
Syberii były lata
Bardziej
zimne
Mróz
siarczysty
I
co noc
To
ogromne
Ogromne
gwiaździste
Zimne
syberyjskie niebo
I
gdy nawet
Nieco
wiatr był się poruszył
To
słyszałeś
Ów
skrzypiący
Szklisty
śnieg
I
rezunów
Było
ich
Pięćdziesięciu
siedmiu
Każdy
mówił
Jak
był przez nich
Lach
rezaty
Jak
drutem kolczastym
Do
przydrożnego drzewa
Przywiązywali
wianuszkami
I
patrzyli które z Dzieci
Z
Dzieci Ofiar
Jeszcze
żyjąc
I
konając
Dłużej
wytrwa
I
wspominał jeden z nich
Że
jest bohatyr
I
dla niego
Była
sprawa
Także
chętnie
Swoją
Matkę
Zamordował
No
bo przecież
Jego
Matka
Była
Polka
Telewizja
wyciszała
Żeby
mówić
I
przeszkody też
Wyliczał
Także
Gdański IPN
Bo
podobno
Nie
przystoi
Nie
wypada
By
jakkolwiek przypominać
Tamten
krwawy
Krwawy
czas
Który
Jakże mocno
Jakże mocno
Tkwi
w Pamięci
Po
dziś dzień
Inna
Ukraina
Walczy
z Rosją
A
i Polski
Przy
okazji
Strzeże
też
I
tyle opieki Państwa
Nad
swoim kombatantem
Nad
swoim Żołnierzem
Nad
Ofiarą Łagru
Nie
zajrzał tu
Ani
Prezydent
Miasta Gdańska
Miasta Gdańska
Ani
żaden Poseł
Ani
żaden Senator
Wacław
Juszko
Którego
syn
Kapłanem
jest
W
odległej
Pomorskiej Parafii
Pomorskiej Parafii
Córka
też w służbie u Pana
W
odległych Wadowicach
Żona
już od tylu lat
Na
tamtym świecie
A
On Świadek Historii
W
czterech ścianach mieszkania
Wspomina
i ostatnie
I
odległe dzieje
Dzieje
Polski
I
Świata
Jakże
zawsze
Otwarcie
Szczerze
Zwłaszcza
to Wszystko
Co
dzieje się w Polsce
Bezwzględnie
Komentując
Nazywając
wprost
Co
Czarne to Czarne
Co
Białe to Białe
Ilustracje:
Archiwum Foto
płk Wacława Juszko
Stanisław J. Zieliński
Tekst
Stanisław
J. Zieliński
środa, 22 marca 2017
Pan Janusz Armatowski i jego Czterdzieści Prawdziwych Gwiazd
Pan Janusz
Armatowski
I
jego Czterdzieści
Prawdziwych
Gwiazd
Kręte
drożyny
Od
centrum wioski
Tu
gdzie pagórki
I
gdzie skraj lasu
Tu
od pokoleń
W
swojej zagrodzie
Wiedzie
swój żywot
Nawet
dostatni
Na
stu hektarach
Janusz
Armatowski
Kto
tu zawita
Podziwia
każdy
Bo
w swoich Włościach
Ma
same gwiazdy
Każda
z kolczykiem
Że
samo złoto
I
każda perłą
Niezwykle
cenną
Niezwykle
drogą
I każda
Mleczna
Kraina
Szczęścia
Której
Pan włości
Nie
szczędzi serca
Jest
tak przywiązan
Do
tego Stada
Że
jest codziennie
Szacownym
Gronie
Jest
już codziennie
Od
wczesnego rana
I
nawet Pani Balbina
I mimo sprytu
I
doświadczenia
Z
jakimże trudem
Od
tego Grona
Swego
Janusza
Do
domu ciągnie
Czy
na śniadanie
Czy
to na obiad
I
nawet Kaukaz
I
Dwie Wilczyce
Którzy
od lat już
Są
tu na warcie
Przez
całą dobę
Chociaż
są łase
Na
każde słowo
I
gest od Pana
Szanują
swego Pana
I
szanują swego Pana
Zwyczaje
Jakże
dobrze wiedząc
Obok
swojej damy
Z
Grona Czterdziestu
Nigdy
a nigdy
I
mówi czule
I
głaszcze czule
Nie
mogąc nadziwić się
Swemu
Szczęściu
Lecz
swoją drogą
Dla
każdej zawsze
Ma
swoje ciepłe
Serdeczne
słowo
Jakże
szczęśliwa
Że
z tego szczęścia
To
przecież szybciej
Niż
na drożdżach rośnie
A
Pan Janusz Armatowski
Nieraz
ma całkiem
Niemały
kłopot
Gdy
w swoich sprawach
Ma
wyruszyć w drogę
To
jakże długo
Jakże
nieraz długo
I
jakże dokładnie
I
jakże szczerze
Musi
tłumaczyć się
Przed
każdą Ślicznotą
Że
wyjeżdża przecież
Tylko
na niedługo
I
że na pewno
Jak
tylko
Sprawy
załatwi
U
swoich wszystkich
Czterdziestu
Ślicznotek
Niebawem
będzie
I
nigdy nie są
To
jakieś wykręty
Bo
u Janusza Armatowskiego
Słowo
to honor
I
duma rodu
A
tym bardziej dane Tu
Każdej
damie
Pędzi
więc swoją
Prywatną
drożyną
Że
aż czasami
Podskakuje
mesio
Bo
tyle zawsze
Kosztuje
słowo
Ażeby
zawsze
Zawsze
tym samym
Zawsze
słowem było
A
gdy już wróci
Radość
ogromna
Jedna
przez drugą
Powitać
pragnie
Że
jakże często
Choć
każda swoim głosem
A
że to czynią
Wszystkie Czterdzieści
Jednocześnie
Przeto
witają
Swojego Pana
Jakże
uroczyście
Jakże chóralnie
Jakże chóralnie
Że
aż Chór Męski
To
w tym monecie
Miałby
z kim konkurować
Nie
pod względem kunsztu
Nie
pod względem repertuaru
Ale
li tylko pod względem
Spontaniczności
I
skali głosu
I
jego sekret
Lecz
swoją drogą
Dla
każdej zawsze
Ma
swoje ciepłe
Serdeczne
słowo
I
każda dama
Jakże
szczęśliwa
Że
z tego szczęścia
To
przecież szybciej
Niż
na drożdżach Rośnie
Stanisław
J. Zieliński
Od autora:
Pan Janusz Armatowski gospodarzy na 100 hektarach ziemi własnej

i dzierżawionej w Postołowie, a właściwie, to już za Postołowem, wśród rozległych pagórków, przylegających do ściany lasu, z pięknym źródełkiem i strumykiem. Mocno odciśnięte ślady ciężkiego sprzętu jakże odzwierciedlają dzień powszedni na tym skrawku ziemi. Pan Janusz Armatowski jest członkiem Związku Hodowców Bydła Mlecznego i Spółdzielni Producentów Mleka "Pomorze". Jego hodowla liczy 40 krów, o które - jak na dobrego włodarza przystało, a gospodarzył tu także jego Ojciec i Dziadek - troszczy się w sposób nadzwyczajny, za co zapewne są mu bardzo wdzięczne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)























































