niedziela, 22 marca 2015

A każdy Czas ma na swoja MIsję

A każdy  
Czas  ma
Na swoją 
Misję
...
Która to misja 
Jest tylko
Dla Ciebie
I chociaż wcześniej
To nic o tym nie wiesz 
Jaka ta  Twoja Misja
Jest naprawdę 
Ale mimo to


Nawet nie obejrzysz się 
 Kiedy stanowczo
Tak bardzo stanowczo
Mimo wszystko
Dasz zaprząc się
Do tego wozu
I pociągniesz ten wóz
Nawet po jakże
Wyboistej 
Drodze



I choć to Droga
LI tylko pod Górę

I chociaż  krzyczy
I całe Twoje Doświadczenie
Które już masz
Dotychczas
I chociaż przeciw 
I cała Twoja 
Ekonomia
I choćby nawet
Tobie wszyscy mówili
Że li tylko 
Na zatracenie
Zawiedzie Ciebie
Ta jakże  strasznie
Szalona
Nadzieja

To jednak zostajesz jej
Pilnym uczniem
Pilnym uczniem
Tej Szalonej Nadziei
Nadziei swojego Życia
Nadziei Swojego Losu 
Bo oto w tej Głuszy
Gdzie tylko Pola
I gdzie 
O zachodzie słońca 
Pada na te Pola
Długi Cień Przydrożnych Drzew 
Wiedzie dziś
Twoja 
Swiatowy Człowieku
Wiedzie dziś 
Twoja
Droga
Do Twojego
Pałacu

I choć były takie kraje
Tak bogate jak  Niemcy
I był li tylko
Ten wielki szeroki świat
Może zaledwie izdebką
I Madera
I Karaiby
I Antyle
Lecz nie zaznałeś tam 
Miejsca na stałe

Żeby tam  budować
I z każdą chwilą
By  tam całym swoim
Uporem
Trwać
Wszystko tam było Jednak
Takie przelotne
Miałkie
Że Fata Morgana
I li tylko ruchome
Piaski na pustyni
Niesione przez gorący
Pustynny 
Wiatr
I jakże nieraz 
Pytałeś 
A i nadal pytasz 
Sam siebie 
I swojej Cudownej 
Połowy Swiata

Tak naprawdę 
To czego na tym świecie 
Szukam
Przez tak długie lata
Taki kapryśny
Tak bardzo uparty
W kalkulacji
Tak wyrafinowany
Pozostawiając 
I wielkie światowe firmy
I wielkie światowe Centra 
Jakże potężną 
Musiały mieć siłę
W tej wielkiej głuszy
Zwanej Drzeczkowem
Wszystkie zarosłe Kępami 
Dzikich traw 
Te nadzwyczajne
Głębokie 
Ruiny

A może tak właśnie
Winno wyglądać
Budowanie 
Na Skale
Aż po mocny
Polski
Narodowy
Grunt  
Dzięki to któremu budowaniu
Stajesz się najprawdziwszym 
Polskim
Wielkopolskim
Piotrem
Którego stąd
Nie ruszą
Żadne rugi pruskie
I nic
I nikt

Wspominasz dzisiaj 
Z niedowierzaniem
Opiekun tego miejsca
Zimą palił w piecu
Tym wszystkim
Co pod ręką miał
Palił stare
Zabytkowe meble
Nawet palił podłogi
Które wcześniej zrywał

I kalkulował sam
Na swoje przekładał
Całe zadanie
Jeśli do reszty
Zrujnuję ten dwór
To prawem kaduka
I prawem zniszczenia
Ten cały dwór
Za zgodą Władz
Lokalnych Władz
I w Osiecznej
I w Wojewódzkim Poznaniu
Za symboliczny jedyny złoty
Na moje konto
W końcu przypadnie

Lecz może i sam Bóg
 Nie mógł tego znieść 
Że to miejsce jednak
Ongiś  takie piękne
A teraz tak okropnie
Okropnie zaniedbane
I zaraz na to polecenie
Ruszyli we wszystkie strony świata
Jakże gorliwie posłuszni Aniołowie

By znaleźć tego śmiałka
Który jeśli tu przybędzie
I ochoczo tego chwalebnego
Czynu się podejmie 
To jednak pod ciężarem
I na duchu nie upadnie
I sam w tych ruinach
Jednak nie polegnie
Ale wszystko pieczołowicie
Iście z Wielkopolską 
Gospodarnością
Na miarę Hipolita Cegielskiego
Na miarę Dezyderego Chłapowskiego
W każdym szczególe
Ku świetności
Przywróci
Z pasją
Z radością
Niebywale chętnie


 

A Smiałek ów
I przyjeżdżał
I oglądał
I zawsze wynik był Ten sam 
Po co mi tutaj
Te zapadłe ruiny
Kiedy przed mną
Kiedy przede mną
Taki ogromny
Otwarty świat
Ameryka
Niemcy
Japonia
Chiny

I ekonomia
I zdrowe racje
I nawet cały
Zdrowy Chłopski Rozum
Wszystko tu było
Tak bardzo przeciw
Ażeby jednak
Zostawić to miejsce
Bo żeby tu wszystko
Wszystko na swoje 
Miejsce
Przywrócić
To on już jakże
Stateczny człowiek
Wszystko musiałby 
Postawić nagle
Postawić   
Na głowie  

Mama stawała mu 
Przed oczami
A była w czasie okupacji
W Reichu
Na ciężkich 
Robotach
On miałby teraz
Zostać w Germanii

I już nie myśleć
O tamtych czasach
I tym niemieckim pracodawcom
Kontrahentom
Kooperantom
Kłaniać się w pas
I może tak tańczyć jeszcze
Jakże na swoją 
Niemiecką nutę
Zagrają

A zapewne kiedyś
Na swoją niemiecką nutę
Zagrają nam 
 Znów

Kiedy tu taka 
Perła w ruinie
Jakże mu droga
Tutaj w Drzeczkowie
W samym sercu Wielkopolski


I łzy stanęły 
Cały szeregiem
I jakże drogie
I jakże bliskie
Że tak i nagle
I tak natychmiast
Niemalże z siłą
Boksera na ringu 
Postanowił jednak
Zmierzyć się
Z tym wszystkim

Poczuł tę siłę
Co rwie z kopyta
Het z głębi dziejów
Het z głębi wieków
I tak był równał
Równał do szeregu
Wezwany do Raportu
Przez gorliwych 
Aniołów

I tak zaprzęgnął się 
Do tego wozu
A dziś ten wóz jest
Powozem i karocą
Ale lud tutaj
Nazywa  Ciebie
Po Prostu
Herkulesem 
Bo te wszystkie
Zapadłe ruiny
W jakże krótkim czasie
Sam uprzątnąłeś
Cały Pałac Przywracając
Ku jakże nowym
Szczęśliwym
Polskim Czasom
Które i dzisiaj
Tutaj w Drzeczkowie
Jakże zwycięską są
Wielkopolską

I ile wesel
I ile przyjęć
Ile codziennie
Zagląda tu Gości
A każdy jakże bardzo 
Zdumiony
Jakże bogaty
W pałace i zamki
W jakże bogatą historię
Nadzwyczajną
Jakże bogaty
Ten Kraj Nad Wartą
Ze swoim Gnieznem 
Ze swoim Poznaniem
To jakże uparte
Jakże niezłomne 
I jakże zawsze 
Bardzo gospodarne
Serce całej Polski
A dzisiaj także

I serce Uniii
Serce Europy 

Zawsze serdeczne
Do bólu uczciwe 
Wiarą płonące
Wiarą płonące 
W Nowe Tysiąclecie
Całemu światu
Za Dobry
Polski
Przykład


Jako Przykład
Tej Nadzwyczajnej
Polskiej
Gospodarności

 











A każdy Czas ma
Na Swoją Misję
Która to Misja
Jest tylko
Dla Ciebie 
I chociaż wcześniej
To nic o tym
Nie wiesz 
Jaka   ta Twoja Misja


Jest naprawdę
Ale mimo to 
Nawet nie obejrzysz się
Kiedy stanowczo
Tak bardzo stanowczo
Mimo wszystko

Dasz zaprząc się
Do tego Wozu 
I pociągniesz ten Wóz
Nawet po jakże
Wyboistej Drodze
Post scriptum:
Ten uroczy zakątek Wielkopolski  - Pałac w Drzeczkowie - dane mi było poznać zupełnie przypadkowo. 
1 marca 2015 roku razem z Prezesem Zarządu Fundacji Via Aditus Solidarieta z siedzibą w Łęgowie  koło Pruszcza Gdańskiego  - udałem się do Miasta i Gminy Osieczna koło Leszna, gdzie na Cmentarzu Parafialnym spoczywa Wybawca Volkera Luxa, Jego Rodzeństwa i Jego Mamy oraz dwóch młodych żołnierzy niemieckich  - w czasie kończącej się już II wojny światowej - przed niewolą albo i egzekucją przez czerwonoarmistów, jako że są Niemcami... Co roku na przełomie lutego i marca Volker Lux -  stawi się wraz z dziećmi (w tym roku był z córką Doris i synem Denis) -  przy Grobie Józefa Heinze i składa wiązankę kwiatów z wypisaną szarfą: " Za darowane (w tym roku) 70 lat życia..." Po drodze, po spotkaniu ze swoim przyjacielem Wiesławem Skrobałą  - nie omieszkał również - na znakomitą kawę i ciacho - zajechać do pałacu - odbudowanym wraz z Żoną przez Andrzeja Babiaka. Obu panów łączy jednak szalona pasja - sprostać swojej misji w swoim życiu. Misją Volkera Luxa jest przenosić z litery prawa i dokumentów - do regionów, do gmin , do wsi i miast , do domów - zarówno w Polsce jak i w Republice Federalnej Niemiec - ideę  pojednania polsko-niemieckiego, by już nigdy te dwa Narody i Państwa nie stanęły przeciwko sobie...ale by razem stawiły czoła w obronie  Jednej Solidarnej Europy.. i  Demokracji i Pokoju.





Stanisław J. Zieliński
24.03.2015 R